wtorek, 8 marca 2011

Baby do kopalni!

Dziś nie tylko Międzynarodowy Dzień Kobiet, ale też Dzień Praw Kobiet i Pokoju na Świecie (ONZ). To idealny moment, by zastanowić się nad feminizmem i ideą równouprawnienia.

Znam przynajmniej kilka inteligentnych i świadomych kobiet, które mają wszystkie odpowiednie cechy, aby móc je nazwać feministkami. A jednak wzdrygają się na sam dźwięk tego brzydkiego słowa na „F”.

- Nie lubię, gdy mężczyzna całuje mnie w rękę - słyszę. I natychmiast potem: - Ale nie jestem feministką!

- Kobiety są bardzo często traktowane gorzej niż mężczyźni - stwierdza inna. - Ale nie lubię feministek, nie zgadzam się z nimi - wyjaśnia natychmiast.

A przecież feministka to kobieta, która dostrzega, że mężczyźni są na uprzywilejowanej pozycji i nie zgadza się z tym. To kobieta, która sama chce decydować o swoim życiu. To kobieta, która jest samodzielna i niezależna. Dlaczego więc bycie feministką jest takie straszne?

Aborcja? Manuela Gretkowska, pisarka i feministka, przez wiele lat była przeciwna aborcji. Nadal jej nie popiera, ale uważa, że każda kobieta ma prawo samodzielnie o tym decydować. Czy to źle? Do aborcji nikt nie zmusza i nie ma prawa tego robić.

Z badań wynika, że kobiety zarabiają mniej niż mężczyźni na tych samych stanowiskach. Zawody mocno sfeminizowane to najczęściej te kiepsko płatne. Kobietom utrudnia się aktywne uczestniczenie w polityce, spychając je na najniższe miejsca. A jeśli już jakaś dostanie miejsce wyższe, to musi przyjąć męskie zasady gry, wyzbyć się kobiecości i wrażliwości. Zamiast bawić się z dzieckiem, uczestniczy w męskich, wieczornych zebraniach politycznych. Gdy powie publicznie o tym, że łamane są prawa kobiet, to przestania być traktowana poważnie, jak partnerka. A raczej partner. To od kobiet bardzo często wymaga się, by rzuciły karierę w kąt i zajęły się wychowywaniem dzieci, praniem, sprzątaniem, gotowaniem, czyszczeniem kibla, myciem podłóg i okien... Lista obszarów, na których dyskryminuje się kobiety jest znacznie dłuższa i warto to dostrzegać. (Co nie znaczy, że nie ma sytuacji, w których to faceci są dyskryminowani.)

To, że wielu mężczyzn nie rozumie idei równouprawnienia, z ciężkim sercem, ale można jakoś tam zrozumieć. Ale że nie rozumieją tego kobiety? Gdyby nie feministki, to możliwe, że „słaba płeć” do dziś nie miałyby praw wyborczych. A w równouprawnieniu chodzi tylko o to, żeby zarówno mężczyźni, jak i kobiety mieli rzeczywiście takie same prawa. Aż tyle, choć tylko tyle.

- Baby na traktory! Kobiety do kopalni! - kpią niektórzy.

Jestem pewien, że są kobiety, które w kopalni poradziłyby sobie nie gorzej niż górnicy. Poza tym, co jakiejś kobiecie szkodzi, że inna zostanie górniczką? Czy tej pierwszej wtedy ktoś wciśnie w łapę kilof i ześle przymusowo pod ziemię do brudu podczas ciężkiej fizycznej pracy w pocie czoła? Nie sądzę. I nie sądzę, żeby kobiety w ogóle chciały szturmować kopalnie. Wystarczy, że za grosze pracują w marketach. Chodzi jedynie o sprawiedliwość.

Przeciwnicy i przeciwniczki feminizmu czy równouprawnienia kochają „argument” o kobietach z kilofami. Ale feminizm jest znacznie głębszy. To szacunek, sprawiedliwość, uczciwość, empatia, wolność, demokracja...

Bycia feministką naprawdę nie trzeba się wstydzić.

A zatem wszystkiego najlepszego z okazji Dnia Kobiet!


środa, 2 lutego 2011

Kto jest chłopczycą, kto babochłopem?

„Rozumie, co to jest spalony. Lubi oglądać mecze i zawsze wie, którzy są którzy. Potrafi grać w PES-a. Trenuje w profesjonalnym klubie piłkarskim pod okiem fachowców. Futbol po prostu uwielbia. Uwierzy ktoś, że to dziewczyna, a w dodatku jest z Witaszyc?” - rozpoczyna się tekst mojego kolegi w „Gazecie Jarocińskiej”, tekst pod tytułem: „Nie jestem chłopczycą”.
Wyszło na to, że się czepiam, gdy próbowałem tłumaczyć, że taki nagłówek jest obraźliwy i chamski.


Autor tekstu nie widział problemu. Interweniowałem wyżej.
- Nie można kwestionować czyjejś kobiecości dlatego, że gra w piłkę nożną - wyjaśniałem.
- Karol, wiesz co to spalony?
- Nie. I to nie jest powód by kwestionować moją męskość, ani kobiecość, gdy się gra w piłkę - upierałem się. Także na kolegium redakcyjnym kwestia pozostała bez echa. Lead został.


Jestem przewrażliwiony, skoro tylko ja widzę tu problem? A może już najwyższy czas, aby określenia takie jak babochłop czy chłopczyca przestały być używane? Dlaczego ciągle zastanawiamy się co jest kobiece, co męskie, co trzeba, co można i co wypada... Teoria queer mówi, że należy odejść od sztywnego kategoryzowania tożsamości, bo różnorodność jest fajna. Nie upychajmy więc zachowań do kategorii „męskie” / „niemięskie”. Nie oceniajmy niczyjej kobiecości ani męskości. Łatwo kogoś napiętnować i wyśmiać. A warto zauważać, jakim jest człowiekiem i mieć świadomość, że ma prawo żyć, jak chce. To chyba nie jest tak trudne...

środa, 19 stycznia 2011

Pośród ciemności i manipulacji, pod presją ciągłej indoktrynacji

"Pośród ciemności i manipulacji,
Pod presją ciągłej indoktrynacji
Jest taka zasada, nie każdy ją zna,
Wolność zaczyna się tam, gdzie kończy się strach.
(...)
Jesteś grzechem, a także wyrzutem sumienia,
Konieczną zmianą, która nic nie zmienia.
Jesteś krzykiem rozpaczy wśród tłumu niemych
I ostrym spojrzeniem wśród ociemniałych.
Strachem dla silnych, odwagą dla tchórzy,
Psem na smyczy, co nikomu nie służy..."
DEZERTER

wtorek, 18 stycznia 2011

Proszę wziąć kamień i mi przypierdolić

Rozmowa z 25-letnim, sympatycznym facetem.

To trochę daleko.
No to co, świat jest mały, zapraszam na urlop w góry... (...) Mieszkam sam, w budynku oddalonym od plebanii, tzn. w wikarówce, jest kameralnie i miło. I intymnie.
Co lubisz w seksie?
Oral, pieszczoty, masaże, namiętność, długi seks, anal wolę jako pasyw. Lubię każdą fajną zabawę.
Jak możesz być antyklerykałem?
Normalnie. Nie znoszę kleszego słownictwa, stylu, przekonań, kolesiostwa, skurczysyństwa, intryg, kompleksu władzy. Nie mówię kazań językiem ugłaskanym jak bym jaj nie miał. Po prostu: uważam, że nie jest dobrze, gdy kler okupuje wszystkie możliwe pozycje udając, że ich nie okupuje. A czy Jezus nie był antyklerykałem?
Ale jednak zdecydowałeś się na seminarium... I jesteś częścią tej machiny o nazwie kościół.
Ale jestem taką częścią, jaką - jak uważam - warto być. Poza tym uważam, że Jezus ma rację. I mam ochotę żyć tak jak On: narażać się i brać konsekwencje na siebie, jeśli tylko mam przekonanie, że w danej sytuacji powinienem. Kocham Jego bezkompromisowość. Nie znoszę słodko-cukierkowatego sosu, jakim się o Nim pierdoli. W ten sposób warto być klechą. Bo, jak by nie było, dzięki ich gadaniu ludzie o Nim nie zapomnieli.
Bycie homo nie przeszkadza w tym?
Przeszkadza, ale są gorsze przeszkody.
A bycie - że tak to nazwę - czynnym gejem? To chyba jeszcze gorzej...
Taa... Proszę teraz wziąć kamień i mi nim przypierdolić. Tylko kto miałby takie prawo? Złodziej? Kryptotata w sutannie? Jan Paweł II? Kto? Rzecz w tym, żeby tyle sił dobra, ile w sobie mam, spożytkować dobrze. Za grzech zapłacę. Mam świadomość.
Ale można starać się nie żyć w grzechu, jak by powiedzieli katolicy... Ile ci zostało do święceń? Dużo?
Jestem diakonem. Prezbiterat w maju.


wtorek, 11 stycznia 2011

Na ulicach szaro i śmierdzi...

Jeszcze niedawno dookoła leżał biały śnieg, a teraz szaro, ponuro i brudno. Wszędzie psie kupy i w ogóle ulice śmierdzą gównem...

Tu jakaś kobieta w siwym płaszczu, kawałek dalej inna, w martwobeżowym. Szara masa bezrefleksyjnie przesuwa się po szarej powierzchni miasta, mając nad sobą szare niebo, a pod nogami brudnoszare resztki śniegu. Z kominów wydobywa się czarno-szary dym. Po chwili śmierdzą nim włosy i ubrania. Gówna na chodnikach, ludzie w piecach palą gównami. Ja sam w gównianej, oliwkowo-szaro-granatowej kurtce i butach, które teoretycznie powinny być białe.

Gdzie ten radosny pan, jadący różowym rowerem, którego widziałem latem? Gdzie te dwie staruszki, trzymające się za rękę w centrum miasta? Gdzie ten facet w zabawnej, czerwonej czapeczce z pomponem?

Żadnej różnorodności, brak kolorów, zero życia.

Krajobraz doskonale uzupełniłby maszerujący głównymi ulicami kondukt żałobny. Albo marsz nacjonalistów lub tzw. „obrońców krzyża”. Tu jest Polska! Tu Jarocin! Tutaj tylko nuda. Aaaaa! Nie tylko! Jak mogłem zapomnieć?! Jeszcze jest szatan w Jarocinie - zdaniem „mojego” ulubionego biskupa. Szkoda, że go nie widać, bo przynajmniej coś by się działo. I może byłoby cieplej na dworze :-)

PS Dziś Dzień Wegetarian. Z tej okazji życzę wszystkim, aby zwierzątka na Waszych stołach gościły jak najrzadziej, a najlepiej wcale. I dużo zieleniny jeść, bo zdrowa :P

czwartek, 9 grudnia 2010

Gretkowska już nie szokuje


Przeczytałem książkę Manueli Gretkowskiej pt. „Obywatelka”. Jest mi głupio. Nie zaskakują mnie kulisy wielkiej polityki. Brudne gry, rzeczywistość. Zero zdziwienia. Gdzie się podziała moja dziecięca naiwność? Idealistyczne podejście do życia? Czyżbym tak bardzo przesiąkł już lokalnymi układami i obserwowaniem gierek, że nic mnie nie zaskakuje? Wszystko, o czym pisze Gretkowska jest tak normalne i znane, że już nie robi wrażenia? Nie szokuje?

Czytałem i chciałem, żeby kobiety wygrały, choć przecież doskonale znałem wyniki poprzednich wyborów do sejmu...

Podziwiam Gretkowską. Znam dobrze to uczucie - ułamek sekundy, chwila, gdy wszystko wydaje się możliwe do zrealizowania, tak proste i oczywiste. Założyć partię? Żaden problem. Kobiety poprą, znajdą się darczyńcy i fundusze. A później już tylko... same przeszkody i kolejne problemy do rozwiązania.

Pisarka przewróciła swoje życie do góry nogami. Akt odwagi czy głupoty? Spała po cztery godziny, z ustawą o partiach pod poduszką. Przez rok nie było innych tematów. Ważna była tylko Partia Kobiet. Kilkadziesiąt tysięcy kilometrów - jeździła po całej Polsce na spotkania, szkolenia, wywiady, ciągnęła za sobą nieślubnego męża i nieślubną córkę. Albo to oni ciągnęli się za nią. Wspierali ją. Choć Piotr mówił, że gdyby z nie jeździł z Manuelą, to ich związek by się rozpadł. Nie spędzaliby ze sobą czasu, ciągle by się mijali. Jak pisze Gretkowska, stacja benzynowa stała się dla nich sklepem, restauracją, wszystkim. Bo wszystko inne było już zamknięte, gdy wracali do domu.

Tyle wyrzeczeń, pomysłów, poświęcenia i determinacji. A jednak - niestety - Partii Kobiet się nie udało. Podobno faceci, nawet gdy się nienawidzą, potrafią się zjednoczyć, by osiągnąć wspólny cel. A kobiety? Kłócą się, walczą między sobą. Piotr powiedział Manueli, że odniosła sukces. Coś, co teoretycznie nie powinno się udać, nie powinno nawet odskoczyć od ziemi - uniosło się, pofrunęło. Mimo konfliktów stworzono struktury partii i wystartowano w wyborach, pierwszy raz kobiety się zorganizowały. Dobre choć tyle. Polecam „Obywatelkę”.